Najgorsza jest cisza, która oznacza śmierć…

fot. Adobe
0

Podobno najbardziej przerażającym dźwiękiem na świecie, jest bicie własnego serca.
Dla rodziców ciężko chorych dzieci, jeszcze straszniejszy jest jego brak.

Marta, mama 16 letniej Oliwii.

– Najczęściej słyszę jak córka głośno marzy, o tym, co chciałaby jeszcze zrobić. Mówi o podróży do Islandii, żeby sprawdzić, czy to co mówią o kolorze jej oczu, to prawda, że są jak zorza. O wyjeździe na koncert ulubionego zespołu i zaśpiewaniu wraz z nimi, utworu „Breath”.
O chłopaku, przy którym nie będzie się wstydziła posiniaczonych od kroplówek rąk. O leku na mukowiscydozę, o szansie na lepsze życie, które mógłby jej dać przeszczep.
Słucham tego, z trudem powstrzymuje łzy a resztkami sił wierzę, że się uda. Choć to takie straszne.
Wiesz co ja czuję, gdy „modlę się” o czyjąś śmierć, bo tylko wtedy, moja córka będzie mogła żyć dalej? Budzę się często w nocy i myślę o tych wszystkich rodzicach, którzy podejmują tak piękną i trudną decyzję. O tym, że może kiedyś, będę im wdzięczna.
Tak, słucham o marzeniach, które mogą nigdy się nie spełnić.

Tomek, tata 12 letniego Maćka.

– Koncentrator tlenu i jego szum. Wiesz, gdy syn jest w szpitalu, to mam trudności z zaśnięciem, bo brakuje mi tego dźwięku, tak już do niego przywykłem. To bardzo dziwne uczucie, bo z jednej strony go nienawidzę. Maciek dostał ten sprzęt trzy lata temu i wiedzieliśmy, co to oznacza. Że jest gorzej i nie będzie lepiej. Ta choroba jest jak potwór, nie ma uczuć, potrafi tylko niszczyć i zabierać wszystko. Najbardziej oddech.
A z drugiej strony wiem, że gdyby nie te rurki z tlenem, mojego syna mogłoby już nie być.
Maciej, jak zresztą wszystkie chore dzieciaki jest bardzo dzielny i czasem mam wrażenie, że silniejszy niż ja czy moja żona. Kiedyś mi powiedział :
– Tato, po prostu zamknij oczy i wyobraź sobie, że ten szum, to morze. Jesteśmy na pięknej plaży, wieje przyjemny ciepły wiatr, z oddali słychać mewy i ten szum. Jak falę, uderzające o brzeg.
Ja tak robię, to sprawia, że mniej się boję.

Anika, mama 21 letniego Patryka.

– Uporczywy, duszący kaszel. To słyszę najczęściej. Siedzę skulona w pokoju obok i kiwam się jak osierocone dziecko. Paraliżuje mnie strach , że niedługo mogę już nie być matką. Że jedyne ciepło, jakie będę mogła dać mojemu synowi to płomień znicza, zapalany drżącymi dłońmi i stawiany na płycie zimnego pomnika. Często prześladuje mnie myśl, że będzie mu „tam” zimno, a wiem jak tego nie znosi.
Albo bulgot z płuc, zapowiadający krwotok. Potrafię go usłyszeć z daleka. Znam oddech syna na pamięć.
Wiem kiedy w czasie spaceru, będzie prosił o krótką przerwę, wiem, kiedy przychodzi zaostrzenie, wiem, kiedy skończy się to szpitalem.

Gdy zdarza mi się zostawać na noc u moich przyjaciół, budzę się kilka razy w nocy. I wpadam w panikę, bo nie słyszę ani kaszlu ani respiratora. Dopiero po chwili dociera do mnie, że jestem poza domem. A ta cisza, tym razem jeszcze nie oznacza nic złego. Bo to właśnie jej, boję się najbardziej.

Agnieszka, mama 27 letniej Izy.

– Kiedy moja Aga jeszcze żyła, najbardziej przeszkadzał mi dźwięk duszności. Pękało mi serce, gdy siniała na twarzy i nie mogła złapać oddechu. Zaciskałam pieści z bezsilności, która w tej chorobie jest najgorsza. Bo kochasz ponad wszystko, robisz co możesz a czujesz, że przegrywasz, że nie możesz powstrzymać jej rozwoju.

Garść leków, kilkanaście inhalacji dziennie, męczące drenaże, długie pobyty w klinice, płacz i pytania, kiedy to się skończy. Albo czy kiedyś będzie lepiej.

Czasem nie wytrzymywałam i uciekałam na chwilę, do pobliskiego parku. Bo od tego można zwariować. Ze strachu, z poczucia winy, bo nie umiesz pomóc, z rozdzierającego bólu, który znają matki takie jak ja.
Nie ma nic gorszego, od patrzenia na męczarnie swojego dziecka. Do głowy przychodzą wtedy tak straszne myśli, jak pakt z samym diabłem, żeby tylko jej ulżyć.

Ale dopiero gdy śmierć zapukała do naszych drzwi, zrozumiałam, że to właśnie cisza, jest najgorsza. Kiedy milknie kaszel, gdy nie słychać inhalatora, gdy wyłączasz koncentrator tlenu, bo nie jest już potrzebny, nastaje ona.

Najstraszniejszy z dźwięków, który oznacza, że twoje dziecko, wyruszyło w podróż, z której już nigdy do ciebie nie wróci.

„To się zaczyna w nocy, sam nawet za bardzo nie wiem, co mam robić, nie śpię. Nawet nie masz pojęcia, co to jest: samotność, cisza, wilgotne ciepło poduszek sto razy obracanych, nasłuchiwanie odgłosów kroków i samochodów na ulicy, czyjegoś głosu, błysk latarni, tortury przeszłości, strach przed przyszłością, czy będzie taka jak przeszłość, a potem białawy świt poprzez firanki, i te pieprzone ptaki, które jednak śpiewają tak, że wreszcie można zamknąć oczy i zapomnieć… że czegoś mi brakuje.”

Imiona niektórych bohaterów, zostały zmienione na ich prośbę.

Anika Zadylak

 

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.