Mukowojownicy vs. Koronawirus: Martyna

Warsztaty dietetyczne Fundacji Oddech Życia z udziałem Martyny Szpaczek (Lwów)
0

Dzisiejszą bohaterką cyklu „Mukowojownicy vs. Koronawirus” będzie Martyna Szpaczek.

Ten artykuł będzie inny od poprzednich. Z jednego względu – dotyczyć on będzie osoby chorej na mukowiscydozę, która zakaziła się wirusem Sars-Cov-2. Dobra wiadomość jest taka, że chora całkiem nieźle sobie z wirusem poradziła i pokazała mukolinkom, że mimo wszystko da się go pokonać. Martyny nie trzeba wam przedstawiać, gdyż poprzez jej działalność, jako dietetyk kliniczny, zna ją większa część mukospołeczności.

Jej przypadek jest dla mukolinków trochę jak zwierciadło, patrzymy na to poprzez pryzmat naszego położenia, bo jednak wszyscy mamy styczność bezpośrednio czy pośrednio z mukowiscydozą, i każdy zastanawia się, jak zakażenie przebiegałoby w jego przypadku. Ale od początku…

Martyna uwielbia podróżować. W marcu br. kiedy sytuacja epidemiczna w Polsce zaczęła się rozwijać, dziewczyna przebywała na Zanzibarze, gdzie nie odnotowano wówczas żadnego przypadku koronawirusa, w przeciwieństwie do naszego kraju, w którym wirus już się pojawił. Paradoksem jest, że o ile przed wyjazdem bała się wyjechać ze względu na echo koronawirusa docierające do nas z Chin, tak potem obawiała się wrócić. Wtedy, przyznaje, strach o własne życie był najsilniejszy. Na szczęście udało się jej wrócić do domu choć nie obyło się bez komplikacji, po czym nastąpił czas 5-miesięcznej izolacji domowej. Koronawirus pokrzyżował nie tylko podróżnicze plany Martyny, ale także obowiązki związane z jej pracą dietetyka, gdyż w czasie największej paniki zmniejszył się popyt na usługi dietetyczne. Dodatkowo, musiała odwołać wszystkie zaplanowane na ten rok szkolenia związane z żywieniem w mukowiscydozie na rok przyszły albo jeszcze kolejny. Podczas pandemii Martyna doświadczyła również niebanalnej obrony swojej pracy magisterskiej w wersji online, którą – z pozytywnym skutkiem – obroniła! Gratuluję! Sytuacja epidemiczna ograniczyła ją więc na wielu płaszczyznach: zawodowej, edukacyjnej, rozrywkowej czy towarzyskiej. – Święta Wielkanocne na przykład spędzałam tylko z chłopakiem. Było to dla nas dużym ciosem, gdyż oboje jesteśmy bardzo rodzinni, jednak zrobiliśmy to dla dobra naszych bliskich. O ile my sami nie byliśmy tak bardzo zmartwieni koronawirusem, to martwiliśmy się o zdrowie naszej rodziny. Stąd taka decyzja – opowiada.

Z czasem ewoluowało podejście Martyny do wirusa. Początkowo była przekonana, że COVID-19 zagraża życiu osób chorych na mukowiscydozę, lecz z biegiem czasu, kierując się zdaniem kompetentnych lekarzy, można było wywnioskować, że tak jednak nie jest. – Jasne, trzeba zachowywać wszelkie środki ostrożności, ale też nie można na siłę zamykać się w domu i nigdzie nie wychodzić, bo jest to wirus, którego można przejść bez większego uszczerbku na zdrowiu – mówi Martyna. Panika zelżała i dlatego po 5-miesięcznej izolacji domowej zdecydowała się na kolejny wyjazd, tym razem wybrała Wyspy Kanaryjskie, gdzie jak twierdzi, było bardzo bezpiecznie. Potrzebowała urlopu i odetchnięcia od nerwowej sytuacji. W czasie pandemii udało się jej zwiedzić Afrykę, wyspy hiszpańskie, nasze polskie morze, a także Holandię. Pech chciał, jak sama zresztą mówi, że wirus dopadł ją na… 70-tych urodzinach babci!

Objawy pojawiły się trzy dni po imprezie rodzinnej. Zaczęło się od niewinnego bólu pleców: – Pomyślałam sobie, że to może przemęczenie albo mnie przewiało – opowiada Martyna. – Później jednak doszła do tego temperatura, którą miewam bardzo rzadko i okropne samopoczucie. Dawno tak źle się nie czułam, naprawdę. Objawy, które się u niej pojawiły to: duszności, nasilony kaszel i zwiększona ilość wydzieliny, bóle stawów, katar, brak apetytu, a także ogólne zmęczenie (te same dolegliwości dokuczały również pozostałym gościom przebywającym na rodzinnej imprezie). Kiedy więc pojawiły się prawie wszystkie objawy wskazujące na koronawirusa, Martyna miała praktycznie pewność, że została zakażona, czekała tylko na wyniki testów. Zrobiono jej dwa testy na koronawirusa – pierwszy robiony w ośrodku mukowiscydozy do pewnego projektu (wynik negatywny), a drugi, zrobiony trochę później już po wystąpieniu objawów (wynik pozytywny). Informacja ta nie była dla dziewczyny szokiem: – Oczywiście widząc pierwszy, negatywny wynik bardzo się ucieszyłam, jednak objawy wskazywały na coś innego. Lekarz rodzinny skierował mnie więc na ponowny test. To właśnie drugiego wyniku się spodziewałam i byłam przygotowana na tę sytuację, więc nie byłam zaskoczona – opowiada Martyna. Okazuje się, że test należy robić 7 dni po wystąpieniu objawów, aby był on wiarygodny. Co mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyło w postawie Martyny to spokój, z jakim przyjęła informację o zakażeniu. Wydawała się świadomą oazą spokoju i zdawałoby się, że wiele osób z mukospołeczności zareagowało większą paniką niż ona. Ja sama widząc jej instastory, na którym opowiada o zakażeniu Sars-Cov-2 zrobiłam tzw. duże, przestraszone oczy…

Jak wyglądało leczenie wirusa u mukolinki? – Leczyłam się głównie objawowo. Suplementowałam kompleks witamin ADEK, szczególnie witaminę D, cynk, a podczas gorączki brałam ibuprofen – relacjonuje. Złe samopoczucie utrzymywało się tydzień, z czego 3-4 dni były naprawdę wyczerpujące. Okres kwarantanny trwał dokładnie 10 dni od pojawienia się pierwszych objawów. Po tym czasie na szczęście wszystko się ustabilizowało i choć wahania samopoczucia się zdarzają, nie wiadomo czy są one spowodowane przechorowanym wirusem, czy po prostu mukowiscydozą. Samego koronawirusa Martyna ocenia jako: coś silniejszego od grypy, ale lżejszego niż zaostrzenie związane z naszą chorobą podstawową. Tak to wyglądało u niej, nie wiadomo jak wyglądałoby u innego mukolinka, dlatego radzi, aby nadal zachowywać szczególną ostrożność i nie sugerować się tylko jej przypadkiem. Zwłaszcza teraz, kiedy liczba zakażeń w ciągu doby sięga rekordowych liczb – ponad 5 tysięcy zakażeń! I z dnia na dzień rosną. Są to bardzo niepokojące wyniki, a okres jesienno-zimowy, gdzie dodatkowo zaczynają królować inne wirusy, dopiero zaczyna się w pełni. Martyna na bieżąco informuje mukospołeczność o swoim zdrowiu na profilach społecznościowych. Aktualnie czuje się dobrze i wszystko wskazuje na to, że wirus opuścił ją na dobre. Czy może odetchnąć z ulgą? Z jednej strony tak, z drugiej nie. Wie już, jak jej organizm reaguje na wirusa i pewnie wytworzyły się w nim przeciwciała IgG, które pomogłyby w ewentualnej ponownej walce, gdyż jak wykazują badania naukowe, osoba raz zakażona może zakazić się ponownie (oczywiście oby nigdy tak się nie stało!). Przeciwciała, które nasz organizm wytworzył po przebytej infekcji, również nie są nam dane wiecznie. Ich ilość w organizmie po kilku miesiącach niestety spada. Nie traćmy więc głowy i bądźmy wszyscy ostrożni!

A Martynie życzę zdrowia i dziękuję za podzielenie się ze mną swoją “koronawirusową” przygodą.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.