Mukowojownicy vs. Koronawirus: Katarzyna

0

“Żoną miałam być, miał być ślub i wesele też…” – śpiewa Monika Brodka w utworze pt. “Miał być ślub”. Słowa te równie dobrze odzwierciedlają sytuację Kasi, naszej drugiej bohaterki cyklu “Mukowojownicy vs. Koronawirus”. Jak wynika ze słów piosenki ślub został odwołany z winy niedoszłego pana młodego, Kasia swój ślub musiała przełożyć z powodu wirusa i sytuacji epidemicznej: – Z powodu koronawirusa musiałam przełożyć ślub i wesele. Było to ogromne rozczarowanie. W dobie pandemii planowanie czegoś na za pół roku wydawało się abstrakcją. Cała radość z planowania tego dnia odeszła. Organizacja dużego przyjęcia wiosną br. byłaby zbyt niebezpieczna, bowiem rok temu, 7 maja 2019 r. podarowano Kasi nowe płuca, o które musi dbać ze szczególną ostrożnością (historię przeszczepu płuc u Kasi możecie przeczytać na portalu Oddech Życia).  – W marcu, kiedy to wszystko się zaczęło, minął niecały rok od przeszczepienia moich płuc, więc wszyscy byli przerażeni. Dbali o siebie dwa razy bardziej, abym na pewno uniknęła zarażenia. Zrezygnowaliśmy z odwiedzania sklepów na kilka miesięcy. Już chwilę przed ogłoszeniem kwarantanny zrobiłam małe zapasy jedzenia i najważniejszych artykułów.

Sytuacja tej dzielnej dziewczyny naprawdę mnie poruszyła. Po przeszczepie miało być tylko lepiej. Kasia miała wracać do normalnego życia pełnego aktywności, beztroski, podróży z narzeczonym, spacerów z psem, jazdy na rowerze, bo po przeszczepie wiesz, że każdy dzień musisz chwytać, jakby był ostatnim. Miała robić wszystko to, na co nie pozwolił jej opadający z sił organizm przed transplantacją. Stało się trochę inaczej, niż sobie tego życzyła… Wypowiedzi Kasi sprzed roku jawią się niczym zwiastun słów, pod którymi mogłaby się podpisać większość społeczeństwa (a zwłaszcza mukolinki) w czasach pandemii: Musimy trzymać się z dala od innych osób, odpadają całusy na powitanie; Wszyscy musimy często myć i dezynfekować ręce; Gdy wyjdę do domu (po operacji – przyp. autorki) będę zakładać maseczkę przy kontaktach z ludźmi… I gdyby tak rok temu powiedziała WSZYSTKIM, że nie tylko ona będzie musiała zakładać tę maseczkę – uwierzylibyście? Jako chora na mukowiscydozę miała z tym styczność praktycznie od zawsze, a szczególnie po transplantacji. Długie miesiące po operacji spędziła w szpitalu, w samotności, a wszelkie bliższe kontakty z rodziną i narzeczonym odpadały ze względu na brak odporności. W momencie wprowadzenia stanu epidemicznego w Polsce koszmar powrócił i znów trzeba było mieć się na baczności, aby niczego nie złapać. Wizja izolacji i zamknięcia w szpitalu z dala od ukochanego powróciły, a wraz z nimi obawa i lęk przed niepewną oraz napawającą strachem przyszłością. – Z perspektywy psychicznej COVID-19 wpłynął na mnie okropnie. Dopiero wygrałam jedną walkę o życie, a wirus miał zniszczyć moje podarowane płuca, jeśli bym go złapała. Nienawidzę szpitali, zawsze bałam się w nich przebywać, a co dopiero być sama. Przerażała mnie wizja zamknięcia, gdzie nikt nie mógłby mnie odwiedzać i być może bym nie wyszła. Po wszystkich moich dotychczasowych przeżyciach, potrafiłam sobie to dokładnie wyobrazić. To było straszne. Poza tym dotychczasowe przeżycia z pewnością zbliżyły dwojga zakochanych, a ich miłość stała się niezniszczalna.  – Jest jeden plus kwarantanny i COVIDA, a mianowicie spędzam większą ilość czasu z bliskimi. Wcześniej narzeczony wracał z pracy bardzo późno. Teraz, ponieważ przeszedł na tryb zdalny, spędzamy ze sobą całą dobę. Zaczęliśmy krążyć między domem jego rodziców, gdzie ma warunki do pracy, a domem moich rodziców, gdzie tymczasowo mieszkamy – opowiada Kasia.

Dodatkowo, dziewczyna mogła zacząć rozwijać swoją nową pasję, którą niedawno odnalazła.  Rękodzieło było czymś, czym Kasia interesowała się od zawsze, ale robiła to dla siebie w domu. Aż w końcu zaczęła się tym zajmować na poważnie. Tworzy cudowne albumy, kartki okolicznościowe, zaproszenia, a także wykonane ręcznie, wegańskie mydełka glicerowane dla prawdziwych geeków (maniaków), które znajdziecie na facebookowej stronie pod nazwą: „Mydełkon”. – Nie mam dużych horyzontów i perspektyw na znalezienie odpowiedniej dla mnie pracy, więc własna działalność jest jakimś pomysłem na życie – mówi. A ja dodam, że nie jakimś, jest doskonałym pomysłem! Powodzenia w rozwoju swojej działalności! 🙂

Wracam do tematu epidemii i tego, jaki wpływ na życie naszej mukobohaterki miał koronawirus. Jako osoba po przeszczepie, Kasia musiała odwiedzać poradnię transplantacyjną co miesiąc, potem co dwa miesiące. W najgorszym czasie epidemii jej wizyty były przesuwane coraz dalej, ale w końcu, jak sama przyznaje, musiała udać się na kontrolę. Od jakiegoś czasu wszystko funkcjonuje tam w miarę normalnie i z zachowaniem zasad sanitarnych: na wejściu mierzona jest temperatura, nikt oprócz pacjentów nie może wejść na oddział. Mimo to, Kasia bardzo się stresowała: – To zawsze stres o wyniki, a tym razem doszły obawy o zakażenie. Moje ciśnienie wzrosło z nerwów do prawdziwie kosmicznych wartości – relacjonuje. Nie dziwię się jej w ogóle. Pewnie większość z mukoosób doświadczyła podobnych uczuć, kiedy po raz pierwszy po zakończeniu kwarantanny miała udać się do swojej poradni leczenia mukowiscydozy czy poradni transplantacyjnej. Każdy obcy człowiek jawił się jako zagrożenie, a wirus i bakterie krążyły według nas niemal wszędzie. Moja bohaterka przyznała, że sytuacja i wydarzenia zw. z COVID-19 odbiły swoje piętno na jej zdrowiu psychicznym, na szczęście już jest lepiej. – Na przestrzeni czasu zaczęliśmy trochę odpuszczać izolację. Normalnie chodzę do sklepu, gdy nie ma tłumów, wszystko powoli wraca  do normy. Trzeba tylko pamiętać, że już wcześniej żyłam zgodnie z normą osoby chorej na mukowiscydozę i po przeszczepie. Dezynfekcja, maseczki i izolacja zawsze były częścią mojego życia. I dlatego jest na nie wyczulona, jak żadna inna, fizycznie zdrowa osoba.  Dzięki 100% ostrożności, nikt z rodziny Kasi nie złapał wirusa. Maseczkom na brodzie lub ich całkowitemu braku mówi stanowcze: NIE! – To głupota. Jeśli ludziom nie zależy to ich problem, ale nie zgadzam się na takie występki w moim otoczeniu. Już raz prawie umarłam przez zniszczone chorobą płuca. Mądre słowa i nie można pozwolić, aby przez ludzką głupotę stało się to ponownie, zwłaszcza, że już niedługo Kasia zostanie żoną! 🙂

Ślubem rozpoczęłam i ślubem zakończę. Jak się dowiedziałam, ceremonia ślubna Kasi i jej wybranka odbędzie się już niedługo, co prawda w skromnym gronie, jednak nie to jest najważniejsze. Najważniejszy będzie ten przepiękny i drugi najważniejszy dzień w życiu Młodych. Dzień, który zmieni wszystko…

Powiązane artykuły

Życzę Wam już teraz wszystkiego dobrego na NOWEJ DRODZE ŻYCIA… I to, biorąc pod uwagę podarowane rok temu wraz z płucami życie, DOSŁOWNIE NOWEJ. 🙂


Dziękuję Kasi za opowiedzenie mi troszkę o swoim życiu w dobie koronawirusa.

KINGA        

 

Przy okazji zostawiam parę przydatnych linków:

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.