Dziecko utracone. Nie na zawsze…

0

Wiesz Mamo, gdy patrzę na Ciebie czasem, jak siedzisz skulona i łzy jak krople deszczu ocierasz, to tak się cieszę. Bo wiem, że choć pod Twym sercem mieszkałam chwilę, to w sercu Twym, mam swój kąt już na zawsze. A w nim maleńkie łóżeczko i ciepłą kołderkę, którą okrywasz mnie za każdym razem, gdy o mnie wspomnisz. Dlatego nigdy nie jest mi zimno. I nigdy się też nie boję, bo zapalasz lampkę w kształcie gwiazdki, zawsze, gdy wymawiasz moje imię.

Chcę ci powiedzieć, że było mi dobrze, gdy w Tobie mieszkałam. Od pierwszego dnia, gdy jeszcze trochę wystraszona, usłyszałam jak się cieszysz. Jak dzwonisz do taty, potem do babci i cioci i śmiejąc się i płacząc, radośnie oznajmiasz, że będziesz mamą. Moją Mamą.

Ty tego nie wiesz ale gdy głaskałaś swój brzuch, płynęłam za Twym ciepłym dotykiem, wiedząc, że już mnie kochasz choć jeszcze nie widzisz. Słuchałam Twych kołysanek i opowieści o tym, jak dasz mi na imię i gdzie mnie zabierzesz. To dzięki Tobie wiem, że chmury mają kształt miękkiej poduszki, a słońce jest ciepłe jak Twój łagodny głos. Że morze jest słone a drzewa wysokie. Że śpiew ptaków, zwiastuje wiosnę a choinka przystrojona w kolorowe bombki, to czas białego śniegu i czerwonego barszczu.

 

Czasem marzyłam, w takt Twego oddechu, że będę tak piękna jak Ty i zaglądając w Twe oczy, będę opowiadała o swoich pierwszych miłościach i ludziach, co czasem zawodzą. A Ty będziesz mnie przytulała i zapewniała, że świat, na który nie przyszłam, nie jest zły. Tylko noc czasem za długo trwa a wiatr, łamie gałęzie drzew. Jak Ciebie Mamo złamało, gdy chłodnym wieczorem, ktoś powiedział Ci, że poszłam inną drogą. Poszłam w stronę światła, które mnie wołało. I nie byłam tam sama, choć słyszałam Twój krzyk i zupełnie go nie rozumiałam. Dopiero gdy zobaczyłam Cię na ławce, obok szpitala. Gdy patrząc w gwiazdy, cichutko pytałaś dlaczego?

Wiesz Mamuś, dziś Ci się przyglądam i czuję twą troskę i miłość bezkresną, w każdym twym geście. W uśmiechu i trosce, z jaką zawiązujesz mojemu bratu buty. Jak opowiadasz mu, skąd wzięła się tęcza i, że w głębi lasu mieszkają dobre duchy. Gdy dotykasz jego dłonią, miękkiej sierści burego kota i śpiewasz mu rano, wesołe piosenki. Gdy wieczorem, zamiast bajki, opowiadasz mu o dziewczynce, której drogę wskazuję księżyc zawinięty w rogalik. Uśmiecham się wtedy lekko, bo wiem, że choć tak daleko, to tak bliska Ci jestem. Jak ty Mi, kochana Mamo.

I nie smuć się proszę, bo przecież choć krótkie, to całe swe życie byłam tylko Twoja. I nadal jestem.
Gdy stoisz na tarasie, myśląc, że nikt Cię nie widzi i płaczesz. Ja widzę i mrugam do Ciebie, każdą migającą gwiazdą. I macham, każdym ciepłym podmuchem wiatru. Śmieję do Ciebie, łagodnym letnim wieczorem. Przytulam skrzydłem wiosennej jaskółki, niby przypadkiem siedzącej na jabłoni, w naszym ogrodzie. Otulam do snu, ulubioną piosenką, którą słuchałyśmy razem, gdy moje serduszko, biło wraz z Twoim.

Ja nie umarłam Mamo, nie mogłam, bo przecież się nie urodziłam. Ja tylko poszłam na koniec tęczy i tam czekam, na spacer, na który miałaś mnie zabrać a nie zdążyłaś. Splatam Ci szalik z jesiennych liści i nawlekam korale, z pięknych wspomnień. Gdy pierwszy raz usłyszałam, że będę Twoją córką, a Ty moją Mamą. Bo wciąż mieszkam w Tobie. W małym łóżeczku, okryta kocykiem Twojej o mnie pamięci.

” Jutro to nic, uprawiam czary
Wskrzesić Cię chcę, do serca mamy.
Idź łąką, idź, a ja za Tobą
Pobiegnę tam, gdzie wskażesz drogę…”

Cytowany fragment pochodzi z utworu Angeli Gaber pt. “Zoria”.

 

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.