Dom dziecięcych dusz

0

Mama małej Natalki, opowiada, że na początku, nie chcieli nawet słyszeć o tym miejscu.

– Szczerze,  to teraz mi wstyd ale myślałam o tym budynku “umieralnia”. Bo tu się odchodzi ale w spokoju.  W ciszy, bez bólu, bo pielęgniarki i lekarze są o każdej porze dnia i nocy. I nam, rodzicom tutaj jakoś łatwiej to znieść. Oswoić się z tą straszną myślą, że za kilka dni, już nie będę mogła przytulić swojej córeczki, że wrócę do domu sama. I że jakoś będę musiała żyć dalej,  bo ona mi pokazała, że choć krótko, można żyć pięknie. I z wdzięcznością, za dany nam czas – odejść.

Gdybyś przyszła tu dwa tygodnie temu, pewnie sama by ci opowiedziała, jak się cieszyła z każdej chwili. Jak zachwyciło ją morze, gdy w tamte wakacje, udało nam się wyjechać na kilka dni.
Jak się uparła i mimo choroby, roznosiła ulotki, żeby wspomóc schronisko dla zwierząt.
I, że latem najbardziej lubi arbuzy i kwaśne śliwki. Wiesz, że wczoraj, gdy na moment odzyskała przytomność, zapytała, czy Bóg ma sad?

Natalia ma 13 lat, to nie jest czas na umieranie – uporczywie dudni mi w głowie.

– Czasem płakała, krzyczała, że to niesprawiedliwe, że dlaczego to akurat ona, dlaczego nie ktoś inny. A potem samą siebie przeprasza. Tłumaczyła, że taki już jest ten świat, że widocznie tam u góry, dzieci też są potrzebne.
Słuchałam tego i zastanawiałam się kiedy, moja córka tak dojrzała. Bo dorosnąć przecież już nie zdąży.

Pisała sobie coś czasem w takim zielonym zeszycie. Kiedyś ją o to zapytałam. – Przeczytasz, jak ja już wyjadę mamuś. Takie wskazówki ci tam zostawiłam, co robić, gdy będziesz bardzo tęsknić.
I nie płacz, na to przyjdzie czas. A ja jeszcze jestem. I chcę cię pamiętać uśmiechniętą. Bo gdziekolwiek będę, nie zapomnę cię, mamo.

Dawid, sam mnie zaprosił na swoją salę.

– Masz fajny tatuaż.
Zauważa niemal od razu i opowiada, jakie wzory on zrobiłby sobie, gdyby mógł. Potem przez dobrą godzinę, dyskutujemy o pewnym serialu i nawet się trochę kłócimy.
Przez cały czas, nie mogę się nadziwić, że ma tylko 11 lat, a tak dużo wie.
I że umiera.

– Mój wujek miał raka, śmiałem się, że jest łysy jak kolano. A jak  widzisz, sam nie mam już bujnej czupryny. Ale to nic, tata mówi, że i tak jestem przystojniak. Tu “zamieszkałem”, bo chemię już nie bardzo mi  pomagają, jestem coraz słabszy a tata musi pracować. A ja potrzebuje stałej opieki, bo jestem już bardzo słaby.
Mam jeszcze malutką siostrzyczkę, straszny rozdarciuch ale jest kochana.  I dlatego, będę się nią opiekował.
Tak, wiem co mówię. Każdy ma przecież anioła stróża. A ja niedługo, będę aniołem.

Zamyśla się na chwilę i patrzy za okno.
– Wczoraj, odeszła taka Asia. Wystraszyłem się i to bardzo. Bo nie chcę umierać.
Ale wiem, że już nie da rady mnie wyleczyć a tata, obiecał mi, że niedługo znowu będziemy razem. Bo czas, tam w niebie leci bardzo szybko.
Jeden dzień tam, to 10 lat tu. Tak mi tatuś mówi. Więc, to tylko kilka dni. Ty też w to wierzysz, prawda?

Siedzę chwilę na korytarzu. Staram się z całych sił, zupełnie nie rozkleić,. Ukradkiem wycieram łzy.
Myślę, o całym złu, jakie w życiu spotkałam.
O tym, że dopiero w takim miejscu jak to, robisz w głowie remanent, inaczej układasz priorytety. Bo dociera do ciebie, że śmierć nie zawsze jest stara i pomarszczona.

Siostra Marta, która pracuje tu już pięć lat, mówi krótko. I przejmująco, że hospicja dla dzieci, to nie są straszne miejsca.
Straszne jest to, że na zawsze odchodzą tu, małe dzieci. Ale takie domy, są właśnie tym dzieciakom potrzebne. I ich rodzicom oraz najbliższym. Mają tu swój azyl, spokój, zrozumienie. Tu mogą płakać, krzyczeć, że się bardzo boją.
Bo się boją, przecież to często, kilkuletnie dzieci. Pytają, czy umieranie boli bardziej, niż sama choroba, czy tam gdzie idą, nie będzie ciemno albo zimno.
I wtedy, musisz złapać je za rękę i powiedzieć prawdę, że ty też się boisz. Ale nie zostawisz ich samych.
I mamę, takiego dziecka, też trzeba czasem przytulić, pozwolić jej usiąść pod ścianą albo kurczowo trzymać się łóżka, na którym jeszcze przed chwilą, oddychał jej syn.
Wiesz, to taki dom dziecięcych dusz. Taka poczekalnia, przed ostatnią drogą.

Ola mówi, że już jest dorosła, że czuję się jak staruszka wśród dzieciaków, bo ma 16 lat.
Pokazuję mi kilka swoich prac, pięknie maluję. Od razu przypomina się, że kiedyś przeczytałam, że gdy niebo nabiera szczególnych barw, to znak, że umarł jakiś malarz.
– Staram się myśleć, że kończy się dla mnie tylko jakaś historia. Że tam gdzie pójdę, czeka na mnie nowe życie, które sama sobie ułożę, tak po swojemu. Bo tu, los zaplanował za mnie.

Nie było fajnie. Tylko czasami, gdy mogłam być w domu, jeść śniadanie z rodzeństwem, sprzeczać się z mamą, śmiać z koleżanką z klasy.
Większość czasu, spędziłam w szpitalach, albo śpiąc po dużej dawce morfiny. Jestem zmęczona bólem, pękającymi od kroplówek żyłami, ciągłym brakiem sił.
Nie znam innego życia.
Dlatego powtarzam sobie, że może za to tutaj, czeka mnie po drugiej stronie jakaś nagroda. Bo o tym, że nie będę tam sama, wiem. Mam tam znajomych, śnią mi się często i  czekają.
Bać się przestałam już dawno, bo jestem w miejscu, gdzie wszyscy dbają o to, żebym nie musiała tego robić.
A rodzice obiecali mi, że mnie doprowadzą.

Wychodząc z budynku, zauważam otwarte drzwi. Najmniejsza sala. Śpiący w niej chłopczyk ma może rok. Uśmiecha się lekko. Ktoś, trzyma jego małą dłoń.
Siadam na ławce, obok hospicjum i patrzę na spadające z drzew liście. Przypominają mi się słowa przyjaciela, że życie jest jak rzeka. Płynie i zabiera to, co spotka na swej drodze. Przenosi wpadające do niej gałęzie i nie patrzy, czy to stare konary, czy młode, złamane przypadkiem gałązki.
Czasem, ktoś po drodze je wyławia, a czasem, jak duszę tych dzieciaków, płyną do morza. Bezkresnej tafli wody, która styka się z niebem.

Dwa tygodnie temu, dostałam wiadomość od mamy Natalii. Że odeszła we śnie, że do końca były razem.
I, że dziś pierwszy raz, otworzyła zielony zeszyt.
– Popatrz w niebo mamusiu, siedzę sobie na jednej z gwiazd. I bacznie obserwuję, czy aby przypadkiem nie płaczesz. Bo wciąż cię pamiętam. Uśmiechniętą.


Imiona dzieci zostały zmienione na prośbę rodziców.

Anika Zadylak

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.