Z życia

Cały czas uciekam. Przed śmiercią, która nie może mnie dogonić.

Nie śpię normalnie, czyli kilka godzin ciągiem już od nie wiem kiedy. Zapadam w marazm, śnią mi się tak strasznie złe rzeczy, że nawet ja nie umiem tego opisać, choć ponoć ja potrafię opisać wszystko. Mówią o mnie – Najbardziej przejmujące teksty w całym internecie. Znają mnie wszystkie agencje piarowe – To ta od tych tekstów, przy których nie idzie się nie popłakać. To ta od tych słów, które zostają w środku na długo. Albo na zawsze. Ale gdy za ścianą dusi się mój piękny, zbyt młody żeby umierać syn, to nawet taki wirtuoz emocji w słowach, nie jest w stanie powiedzieć nic. Bo też się duszę. W łazience do szczelnie przytkniętego do ust ręcznika. W bezgłośnym krzyku najgorszej bezsilności. Bo gdy umiera dziecko, nic nie przebije cię w cierpieniu. I nic nie przyniesie ukojenia.

– Nie wiem mamo. Popatrz, dwa lata temu byłem w stanie śpiączki farmakologicznej. Pamiętasz, to wtedy przyznałaś się że pierwszy raz dopuściłaś do siebie tę myśl, że czas się żegnać. Szczerze ja też, już wtedy gdy w ostatnim smsie do Ciebie, w którym przepraszałem i prosiłem o zrozumienie, bo już chyba nie dam rady. Potem nie było mnie kilka długich dni. Wyłączały się funkcje życiowe. Nerki pamiętasz jak siadły? Wyglądałem jak napompowany do granic możliwości balon, miałem głowę jak ogromna dynia. I wróciłem. Tak cudem, sam lekarz to nie raz powtarzał. A rok potem przyszła odma, zapadło się płuco. A jak się dusiłem aż zrobiłem zimny i sztywny? Wtedy w nocy jak gość z pogotowia aż się spocił, bo już nie wiedział co ze mną zrobić. Żebym wrócił. No i tak wracam mamo, od tych ponad dwóch lat to na okrągło. Jeszcze ten gronkowiec teraz, który mnie dobija.

Czasem nie zdążę tej cholernej walizki rozpakować, bo znowu muszę jechać na oddział. Bywam w domu po dwa tygodnie, czasem nawet tyle nie wytrzymuje. Ale ciągle wracam. Do Ciebie, do dziadka, do przyjaciół. Jakby mnie coś goniło i z jakiejś przyczyny, nie mogło dogonić. Tak, dlatego myślę coraz częściej, że wszechświat nade mną czuwa. Że ja po prostu mam żyć i będę. Dlatego tak walczę i nie mam najmniejszego zamiaru się poddać. Ale liczę się z tym, że czas może mieć inne plany. Że czasem się po prostu człowiek spóźnia. Nie zdąża na ten najważniejszy pociąg. I nie ma kolejnego. Tylko, że gdy człowiek musi się z czymś pogodzić wiedząc, że zrobił wszystko – a my oboje zrobiliśmy – to nie oznacza to przegrania wojny, jaką toczyło się tyle lat. Bo przegrywa tylko ten, kto nie walczy.

Niedziela. On przestaje jeść, ja zaczynam się bać, bardziej niż zwykle. Doszła wysoka temperatura, ciągła duszność i kaszel, który wyrywa wnętrzności. Co jakiś czas krwioplucia, pierwsza zarwana noc. Jeszcze dzień wcześniej było w miarę ok, bo w tej chorobie nic nigdy nie jest. Ale ona taka jest , w ciągu kilku godzin potrafi ewoluować, narastać do skali piekła na ziemi. On się dusi, dławi flegmą ja staram nie oszaleć, bo słyszę jak go to boli, jak męczy i nic nie mogę zrobić. Noc jest jak niekończące się pasmo koszmarów. A przecież musisz pracować, bo was wyrzucą z mieszkania. Do lodówki też ci nikt nie włoży. Załatwiasz opiekę a potem wracasz i znowu nie śpicie. Jest poniedziałek, dzwonią z kliniki że najprawdopodobniej w piątek – Musicie przetrzymać, jak coś to wiecie co robić. Wiemy. Dzwonimy na 112 i zabierają go do najbliższego szpitala, na „przetrzymanie”. Potem karetka transportowa i znana na pamięć, z szeroko zamkniętymi oczami droga do kliniki mukowiscydozy. I tak w kółko. Jak pijany kierowca na rondzie. Te same twarze, te same sytuacje, ta sama paranoja. Wyścig z czasem, czyli na starcie przegrana wyprawa. A mimo to się udaje, mimo to, ciągle tu wraca. Zaczynam myśleć, że ma rację, że przecież to musi być po coś, że już tyle cudów w naszym życiu, że może znowu. Zasypiamy w poniedziałek w nocy. Nie wiem co śniło się Jemu ale mi moja babcia Marianna. W otoczeniu swoich trzydziestu ośmiu kotów, na ławce obok drewnianego domu na Kaszubach. Jak zwykle mi jedynej pozwalająca na wszystko i powtarzająca – Będziesz miała ciężkie życie ale na słabego nie trafiło. Nie trafiło babuniu, jak się miało taką babcię, jak ma się taką rodzinę to nie wypada być słabym.

Dziś wtorek. Obudził się późno, najpierw dwugodzinny drenaż, inhalacje, męczarnia przerywana podpięciem pod respirator. Ale się uśmiecha, mówi że zje to spaghetti które wczoraj  półprzytomna gotowałam wieczorem. Powtarza do mnie – Jutro już środa, zaraz pojadę i będzie lepiej, na chwilę ale będzie. Idź jutro normalnie do pracy, świat cię potrzebuję – śmieje się a w tle słychać szum koncentratora tlenu. Patrzę na Jego pokój, wygląda jak szpitalna, bardzo dobrze wyposażona sala. Tyle sprzętów, tyle leków. I staram się szukać pozytywów – Może inni nie mają nawet tego? Może są sami? Może nie stać ich nawet na to cholerne spaghetti a co dopiero respirator. Może droga ta najważniejsza, bo po oddech tak właśnie ma wyglądać? Ma być wyboista, otulona bezsennością i strachem, żeby każde z nas jeszcze bardziej doceniło dzień, gdy przyjdzie jej kres. Bo zadzwoni ten najważniejszy telefon i po drugiej stronie słuchawki usłyszmy – Pakuj się chłopaku, jedziesz po nowe życie. A potem już tylko znowu, jak wtedy 27 listopada 1999 roku otworzysz oczy, złapiesz pełny oddech i pierwsze co zobaczysz to kogoś, kto nikt nawet na moment nie pomyślał, żeby się poddać.

Stoję po środku drogi. Myślę o tym ile już za nami a co jeszcze nas czeka. Myślę o tym, że od tylu lat jestem tuż za Nim. Że ciągle te wszystkie ścieżki wydeptujemy razem. Znowu zaczyna padać śnieg, ja też przecież urodziłam się w zimę stulecia. I mimo zamieci, nadal tu stoję. Twardo i pewna tego, że nie ma na świecie człowieka który tak bardzo chciałby, żyć jak mój syn.

Dlatego będzie żył!

Z pamiętnika matki, która kocha najbardziej.
Anika Zadylak 

Anika Zadylak

Pisanie jest dla niej jak oddech. Anika jest publicystką, redaktorką przejmujących tekstów o życiu i walce o szczęście i zdrowie. Doświadczona losem pokazuje, że nie wolno się poddawać. Pisze dla Oddechu Życia, Bądź Sobą be yourself Czerwony Namiot i wielu portali i serwisów internetowych.

Podobne artykuły

Zobacz także
Close
Back to top button