Z życia

Bo to dzięki Tobie kochana Mamo, ja dziś też jestem matką.

Co pamiętam? Wiele, zbyt wiele, żeby to to tak po prostu opisać, żeby to opowiedzieć i nie zgubić żadnego szczegółu. Żadnego z wątków, które przez lata utkały moją tożsamość. I nie chce pamiętać wyłącznie tych dobrych chwil, przekornie często wspominam te złe, bo to one mnie wiele nauczyły a w przyszłości pozwoliły zrozumieć. Zrozumieć, dlaczego postępowałaś w sposób, którego nie rozumiałam, złościłam się i miałam żal. Tak mocny, że często kazał mi do Ciebie milczeć. Jak potem czasem milczały do mnie moje dzieci. Bo to można pojąć i kiedyś wybaczyć, tylko wtedy, kiedy samemu zostaje się matką.

Sceną 1.

Załamuje się w liceum, trafiam na oddział toksykologii, potem na OIOM. Lekarze wymigują się od rozmowy, mówią o czasie. Gdybym wtedy wiedziała, jak ważną rolę ten cholernik odegra w moim życiu. W życiu mojego syna. Czas mój największy wróg i najlepszy przyjaciel. Czekasz, modlisz się, błagasz, obiecujesz diabłu duszę, żebym tylko wróciła. Skąd wiem, choć nigdy mi o tym nie powiedziałaś? Bo blisko 30 lat później, to ja stoję tak jak Ty wtedy. Przy szpitalnym łóżku. Zgięta w pół, ból jest tak silny, że nie pozwala oddychać. Co chwilę tracę kontakt z rzeczywistością, bo tak się boję. Tak jak Ty wtedy. W głowie mam milion abstrakcyjnych myśli, niedorzecznych, byleby tylko odgonić te najstraszniejszą. Że patrzę na to, jak umiera moje dziecko i nic nie mogę zrobić. Błagać czas i liczyć na to, że posłucha. 4 lata temu, gdy Patryk odchodził, był łaskawy. Jak wtedy dla mnie. Gdy to Ty siedziałaś przy moim łóżku i wpatrywałaś w ekran monitora. Zamykałaś oczy co jakiś czas, gdy parametry gwałtownie spadały w dół. Wiem, dlaczego. Też tak robię. Żeby nie zobaczyć tej cholernej ciągłej białej linii, która oznacza, że tą drogą już nikt, nigdy nie wróci.

Scena 2.

Znikam. Mam naście lat. Szuka mnie policja, sąsiedzi, ogłaszają moje zaginięcie a raczej ucieczkę w mediach. Czy wyobrażam sobie, czy wiem co wtedy czułaś. Wiem mamo, bo kilkunastoletni mój syn, po kłótni z dziewczyną, piszę smsa, po którym zamiera mi serce i wyłącza telefon. Nie wiem, gdzie jest, czy ma leki, czy nie jest głodny, nie jest mu zimni, czy nikt nie robi mu krzywdy. Serce mam w gardle, gdy nocą jeżdżę w policyjnym radiowozie i słyszę co chwilę- Szukamy chłopaka chorego na mukowiscydozę. Niepokojąca ostatnią wiadomość do matki, urwany kontakt. Myślę o najgorszym choć tego nie chcę. Widzę go sinego, z nienaturalnie wytrzeszczonymi oczami. Nie mogę wyczuć pulsu, krzyczę, proszę, żeby ktoś mi pomógł. Boję się tak bardzo, że tracę zmysły. Też się tak bałaś prawda? Też myślałaś to samo. Też widziałaś w głowie obrazy, których nie chciałaś. I choć czułaś Też złość, to ulżyło Ci jak nigdy na świecie gdy wróciłam do domu. Wiem bo też mi tak ulżyło, gdy go znaleźliśmy. Zziębniętego i wystraszonego, jak ja wtedy. Ale z miarowym oddechem i biciem serca, które oznacza życie.

Scena 3.

Jest zimny marzec. Wyjątkowo paskudny. Wieje, mróz dokłada, ciemne chmury, zawiewa śniegiem. Stoimy na cmentarzu. Dwa dni wcześniej zostałam wdową. Widzę Cię kątem oka, nie wiedzieć czemu zaraz potem myślę, jak będziesz cierpieć gdy zgaśnie tata. Skąd wiem. Bo sama właśnie rozdzierająco cierpię. Nawet tego przejmującego zimna nie czuję, choć jestem go świadoma. Choć przecież chowam mojego ukochanego męża, nie mogę pozbyć się tej uporczywej myśli. Już po pogrzebie i spotkaniu z bliskimi, siedzisz ze mną w malutkim pokoju. – Nie chcesz wracać z nami do domu? – Tu jest mój dom – odpowiadam Ci i zostaję. Wracacie z ojcem nad morze, czas leci, jest różnie, ale jakby lepiej, moje dzieci rosną, ja coraz więcej się uczę, popełniam karygodne błędy, Ty nie krytykujesz, bo sama masz to za sobą. Zaraz przed którymiś świętami Bożego Narodzenia telefon, złowieszczo, bo nad ranem. Słyszę drżący głos taty. Rozumiem tylko zatrzymanie akcji serca, paskudne zapalenie płuc, nieprzytomna, szpital. No i mama. Jest wigilia. W ciszy, w domu rodzinnym łamiemy się opłatkiem. We łzach. W milczeniu. Czego sobie życzyć, mając świadomość, że odchodzisz. Ja, dzieciaki i jakby przez noc postarzały o 30 lat ojciec. Twój mąż. Jedziemy do szpitala. Nawet nie pamiętam co Ci mówiłam, głaskałam Twoje siwe już włosy. Jasne takie jak zboże w słońcu.

A potem był już tylko ten wyjątkowo zimny tym razem grudzień. Wiało a niebo było czarne. Znowu stoimy na cmentarzu. My, bo Ty leżysz w trumnie. W pięknej blado różowej garsonce. Patrzę ukradkiem na Niego, na tatko. Zgięty w pół, jak ja wtedy. Chyba nie do końca do niego dociera co się stało, że już nie wrócisz, bo odeszłaś tamtej mroźnej nocy, po cichutku, bez pretensji, tak jak żyłaś. I patrzę na Ciebie i mam nieodparte wrażenie, że się uśmiechasz. Tak jak wtedy, gdy po śmierci Łukasza wykrzyczałam w złości – Nie rozumiesz! Zobaczysz co to znaczy, gdy sama stracisz swoją miłość. Przytuliłaś mnie i wyszeptałaś – Bardzo bym chciała, ale to nie my decydujemy. Wiedziałaś Mamo, prawda?

Wstałam dziś wcześnie rano. Jak zwykle ostatnio. Wyświetliło mi się kilka wspomnień. Na jednym mała ja, w spacerówce, pies na kolanach, Ty obok. Rany, pomyślałam jaka ja jestem do Ciebie podobna. Identyczna. Na szczęście, bo piękna byłaś, w środku też. Zaglądam do pokoju młodego, przez moment przyglądam się jak wyjątkowo spokojnie oddycha spod maski respiratora. Idę do pracy, w którymś momencie siedzę przy łóżku podopiecznej i gładzę ją po włosach. Jasnych jak zboże w słońcu. I znowu słyszę jak mówisz – Nikt nie ma prawa cię oceniać, nikt, bo zbyt mało o Tobie wie. Nawet ja Ciebie do końca nie poznałam. Ale nie daj sobie wmówić, że jesteś złym człowiekiem. Złą matką. Przez niektóre drogo trzeba przejść, żeby na przyszłość umieć rozpoznawać złe drogowskazy. Trzeba błądzić, żeby się odnaleźć. Nieważne kiedy, czas Ci pomoże.

Pomógł mamo. Przede wszystkim zrozumieć to, że gdyby nie Ty, dziś sama nie byłabym matką.

Taką która ciągle słyszy – Kocham cię Mamcia, bo żyje głównie dzięki Tobie.

Tak jak ja dzięki Tobie, mamo.

Anika

Anika Zadylak

Pisanie jest dla niej jak oddech. Anika jest publicystką, redaktorką przejmujących tekstów o życiu i walce o szczęście i zdrowie. Doświadczona losem pokazuje, że nie wolno się poddawać. Pisze dla Oddechu Życia, Bądź Sobą be yourself Czerwony Namiot i wielu portali i serwisów internetowych.

Podobne artykuły

Back to top button